JADŁOSPIS

JADŁOSPIS i o mostach (25.07. – 31.07.)

Odwiedziłam dzisiaj firmę, w której pracowałam przez 22 lata. Od lipca oficjalnie w niej nie pracuję, ale dopilnowanie sfinalizowania produkcji leży nadal po mojej stronie. Niektórzy uważają, że daję się wykorzystywać obu stronom. Ja tego tak nie widzę. Ja widzę dwie firmy, w której pracują ludzie, którzy wiele lat na mnie polegali, po prostu. Dzięki ich pracy moja praca miała sens, dawała mi satysfakcję i – jak by nie było – bezpieczeństwo finansowe przez wiele lat. Nie zrywam z Wydawnictwem ani tym bardziej z branżą – przynajmniej na razie. Karawana idzie dalej, zadbanie o współpracowników widzę jako zadbanie o własny interes bieżący i przyszły. Palenie mostów nigdy nie było w moim stylu. Bo po co Dla wątpliwej satysfakcji

Na studiach podyplomowych jeden z wykładowców (branża IT) opowiedział nam całą historię o tym, jak jeden z pracowników odszedł (bodajże) po 2 latach współpracy, do firmy niemieckiej. Nie byli zadowoleni, ale też szat z tego powodu nie rozdzierali – rozstali się na neutralnej stopie. Jakiś czas później, były pracownik polecił byłego pracodawcę do realizacji bardzo dużego projektu. Inwestycja w dobre relacje to zawsze trafiona inwestycja. Jestem dokładnie tego samego zdania. Nie wiesz, czyimi rękami los przyniesie Ci coś dobrego. Nie wiesz, kto poda Ci rękę, kiedy będziesz potrzebować pomocy. Jak często dzieje się to z najmniej oczekiwanej strony ❓❓ I wcale nie chodzi o wyrachowane kalkulacje czy oczekiwanie wdzięczności. Wręcz przeciwnie. Im mniej oczekujesz w zamian, tym więcej dobrego Cię spotka.

Ale właściwie nie o tym dzisiaj chciałam napisać. W poniedziałek zadzwonił telefon – najpierw z wydawnictwa, potem z drukarni. Odpowiedziałam na zadane pytania zgodnie z wiedzą, jaką posiadam, i nikt więcej ode mnie nie oczekiwał. A ja powstrzymałam się przed osobistym zaangażowaniem się i zadaniem pytania: czy w czymś pomóc? Całe lata uczyłam się nie występować przed szereg nadmiernie, nie oferować swojej pomocy zawsze i wszędzie. W firmie sytuacja pod kontrolą, emocje trochę opadły, rozwiązanie znalezione i w trakcie wdrażania, wszystko jest OK. Beze mnie. Jestem z nich dumna 🥇 A z siebie jestem jeszcze bardziej dumna, aż się wzruszyłam 🏆 Bo gdzieś przecież jest granica pomiędzy wyzyskiem a naturalną potrzebą brania i dawania pomocy. Dobrze, jeśli ta granica dla obu stron leży w tym samym miejscu – chociaż tak mniej-więcej. A jeśli ktoś posiada wędkę, w końcu nauczy się łowić, jeśli nie będę podtykać mu ryby pod nos 😁  A co ważniejsze: stara prawda, że nie muszę wszystkiego robić sama, bo inaczej będzie źle zrobione albo niezrobione, coraz piękniej utwierdza się we mnie, a ciężar, który całe lata brałam na swoje barki, jest coraz mniejszy 💪

A skoro mój czas jest tak niemiłosiernie ograniczony do 24 godzin na dobę, muszę dobrze nim gospodarować 👍 Poza tym czuję, że idzie czas, żeby zaangażować się w pomaganie na innych poziomach, trzeba więc odciąć – w miarę bezboleśnie – balast, żeby móc popłynąć dalej, przed siebie 🎯

Oraz, oczywiście, mieć czas na planowanie: co dzisiaj na obiad😊

SOBOTA (25.07.): SZASZŁYKI Z KURCZAKA z cukinią + CHLEBEK NAAN
NIEDZIELA (26.07.): STEK WOŁOWY z rozmarynem z grilla oraz PIECZONE ZIEMNIAKI i sałatka z pomidorów i cebuli
PONIEDZIAŁEK (27.07.): zupa POMIDOROWA z soczewicą i suszonymi pomidorami
WTOREK (28.07.)
: GULASZ WARZYWNY z ciecierzycą
ŚRODA (29.07.)
: MAKARON Z SEREM PLEŚNIOWYM i pomidorami
CZWARTEK (30.07): CURRY Z KURCZAKA z RYŻEM NA SYPKO
PIĄTEK (31.07.): ZIEMNIAKI Z KURKAMI

Follow Me!