Również dzisiaj nie będzie o schemacie nieufności… Mam nadzieję, że nikt się nie pogniewa za takie obiecanki-cacanki 😉 Jednak po ostatnich rozważaniach na temat deprywacji emocjonalnej, zahamowaniach emocjonalnych i schemacie niestabilności więzi zewsząd przychodzą do mnie rzeczy, które mnie poruszają, i motywują do dalszych przemyśleń.
Do tego długoweekendowa praca (tak, tak, można mieć we wrześniu długi weekend, a nawet dwa 😁) w ramach Projekt Człowiek – Akademia Techniki Transformacji. Praca intensywna, głównie nad komunikacją (werbalną i niewerbalną), gdzie od razu wychodzi moja tendencja do unikania, łagodzenia, poświęcania swojego zdania dla świętego spokoju… Oraz nad analizą własnych systemów wartości i ujawniających się w tym zakresie poważnych luk. Luk dotyczących bronienia własnych wartości, oczywiście. Wyłazi to niemal z każdej kratki oznaczonej w teście „nie obchodzi mnie to” lub „to nie ja”…
No bo jak się poprawnie komunikować, jeśli zahamowania emocjonalne nie pozwalają wykrztusić słowa, a jak już jakieś wychodzą, to nie te, co chcieliśmy? Jak z nadmiernie aktywnym schematem deprywacji emocjonalnej zadbać o własne potrzeby komunikując je właściwie, no jak??? Jak bronić swojego zdania, kiedy wielokrotnie samemu sobie się umniejsza, i swoim osiągnięciom, bo przecież można lepiej?
Niedawno pewna znajoma, będąca po psychologii młoda terapeutka, po kilku (no dobra, kilkunastu 😉) zdaniach o tym, co mi leży na sercu, a raczej – jak to się mówi – na wątrobie, nazwała jeden z główniejszych moich niedostatków: problem ze stawianiem granic…
Nic dziwnego, że po intensywnym weekendzie z kulającą komunikacją i odkryciu problemu z obroną własnych wartości, przyszedł do mnie wykład na Youtube dokładnie na ten temat 💪 Wykład dr Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej pt. „W zgodzie z sobą. Trudne relacje – sztuka stawiania granic”, wygłoszony 2 lata temu w ramach serii wykładów „Sztuka relacji”.
Już sam opis filmu zachęca do przemyśleń:
„Czasami jesteśmy tak pochłonięci zaspokajaniem potrzeb innych, że zapominamy o własnych pragnieniach. Czy zatem lepiej być w zgodzie ze sobą, czy w zgodzie z innymi? Czy musimy wybierać czyjeś ‘dobro’, czy możliwe jest jednoczesne dbanie o siebie i tworzenie dobrych relacji z drugim człowiekiem? Oczywiście najlepiej jest przebywać z ludźmi, których system wartości jest podobny do naszego. Trzeba takich ludzi szukać, rozpoznawać i zaprzyjaźniać się z nimi. Jednak i w takich wzajemnie życzliwych relacjach nie ma gwarancji, że jedna osoba nie posunie się do zachowań egoistycznych, samolubnych, nastawionych na interes własny, a lekceważących lub nieuważnych wobec drugiej osoby.”
Każdy z nas żyje w pewnej wspólnocie, która funkcjonuje w jakimś otoczeniu, od rodziny, poprzez szkołę / pracę, znajomych, po kraj i na całym świecie kończąc. Nie można oczekiwać, że nasze wartości będą się pokrywały z wartościami innych ludzi. Sposoby rozstrzygania konfliktów (również wewnętrznych) czy zdolność do utrzymywania relacji mogą być skrajnie odmienne od naszych. Dlatego zachowanie współpracownika czy wypowiedź polityka budzą w nas nie raz i nie dwa duże kontrowersje, a nawet niesmak czy oburzenie.
W wykładzie pada więc pytanie:
W jaki sposób w relacjach, w których funkcjonujemy, zachować niebywałą wartość, którą jest wewnętrzna zgoda na swoje własne postępowanie, postępowanie w zgodzie ze sobą?
Nawet Pani Doktor stwierdza i podkreśla, że to trudna kwestia, bo człowiek podlega wpływom. I zanim nauczymy się te wpływy weryfikować (jeśli się nauczymy) ważne jest zrozumienie jednej ważkiej kwestii. Że słowo „walka” należy do starego świata i należy go wykreślić ze słownika – zgadzam się z tym w 200% ! Postęp cywilizacyjny, również w sferze psychologii, powinien prowadzić nas do skupiania się na rozwiązaniach, a nie podkreślaniu różnic. Odnosi się to zarówno do konfliktów globalnych, jak i do codziennych relacyjnych wyzwań każdego z nas. Samo słowo „walka” niesie ze sobą niekorzystny kontekst, i jako takie budzi kolejne niekorzystne skojarzenia: zemsta, odwet, wygrana, przegrany. Dlatego warto zamieniać go na takie, które nie ukierunkowują nas na używanie siły ani do bronienia własnego „terytorium”.
Dokładnie tak samo jest w kwestii relacji między ludźmi. Idealnie byłoby, żeby nasze relacje sprzyjały nam samym, były w zgodzie z naszymi wartościami i potrzebami, a jednocześnie nie rodziły konfliktów, a nawet przynosiły korzyści – obu stronom relacji. Chcemy mieć dobre relacje. Co jest do tego potrzebne? Najbardziej – mówi Pani Doktor – poczucie wartości. Tyle że często jest nieco za głęboko, „przysypane śmieciami”. Dorastając oddalamy się od tej naturalnej idei, że „jestem równouprawnionym uczestnikiem tego świata”. Tymczasem człowiek mający takie spokojne i niekwestionowane prawo do bycia sobą NIE POZWOLI SIĘ KRZYWDZIĆ. Nawet będąc w jakiś sposób zależnym od kogoś niewrażliwego, ma niezłomne przekonanie, że nie wolno naruszać jego integralności. Niestety zbyt często – pomimo przekonania, że zasługujemy na dobre rzeczy – pozwalamy na to, że dostajemy złe…
Granice to niewidzialny system wartości, po przekroczeniu którego sytuacja zaczyna sprawiać nam dyskomfort, mniejszy bądź większy, aż do bólu. W dzieciństwie wytrzymałość naszego systemu sprawdzają dorośli i rówieśnicy. Wielokrotnie. Pani Doktor podaje przykład: „Kiedy usłyszymy po raz pięćdziesiąty od mamy (babci, taty): ‘Ty to jesteś fajtłapa’, to nawet jeżeli mam wszystkie dowody na to, że funkcjonuję sprawnie, że umiem sobie poradzić, to ja nasiąkam. Bo się w młodości, dzieciństwie, nasiąka”.
Dlatego pierwszym prostym rozwiązaniem jest: nie przyjmować bezkrytycznie tego, co inni o nas sądzą.
Trudne do zrealizowania w dzieciństwie, tym bardziej, że dziecko zrobi wszystko, żeby być częścią rodziny i identyfikuje się z tym, co o sobie słyszy. Jednak dorosły już człowiek może jak najbardziej nad tym popracować, prawda? Przesiewać słowa innych przez coraz to gęstsze sito i nie karmić podświadomości kolejnymi „prawdami”, które nie mają z naszą prawdą wiele wspólnego. Zweryfikować, a nawet skonfrontować cudzy osąd, jeśli sytuacja tego wymaga. Tak samo weryfikować „poglądy” własnego wewnętrznego krytyka i przekonania, które kształtowały się w nas przez lata.
I od tego proponuję zacząć 😊 Bo najwięcej jesteśmy sami ze sobą. Dlatego nasze własne zdanie o nas samych liczy się najbardziej. Jeśli poddajemy się krytyce, nich będzie ona konstruktywna i zgodna z prawdą 👌
Znając własne granice, nauczmy się ich przestrzegać i je komunikować. Nauczmy innych, gdzie leżą nasze granice. Moje dobro jest tak samo ważne, jak Twoje. I tylko ja decyduję, czy zgadzam się na przekroczenie mojej granicy. To ciągły proces, którym ja kieruję. To ja decyduję o sobie. Jeśli się nie zgadzam, to o tym mówię. Nie atakuję, nie bronię się – ale informuję.
Stawiam granice.
Cały wywiad jest niezwykle ciekawy i można go obejrzeć TUTAJ.
Czy w kuchni warto stawiać granice? Od strony konsumenta na pewno – nie lubię czegoś, nie dam sobie tego wcisnąć, choćby było najzdrowsze na świecie 😊 A od strony kuchmistrza? Jeśli czuje się wykorzystywany, lub potrzebuje pomocy, powinien jasno komunikować swoje potrzeby. Bo nawet kiedy się kocha gotowanie, są takie dni, w których przydałaby się pomocna dłoń, albo po prostu dobre towarzystwo 😊
A jadłospis jak zwykle znajdziecie TUTAJ.
—-
Pomóż mi rozwijać mój blog 😊
Podoba Ci się treść ❓ Kliknij serduszko pod tytułem ❗
Blog żyje z odwiedzin: zapraszam Cię ponownie ❗
Pomóż innym mnie znaleźć: udostępnij – poniżej znajdziesz ikony, dzięki którym łatwo to zrobisz ❗
To dla mnie ważne 😊 Z góry dziękuję ❗


